Witaj!



Witaj! Na tym blogu znajdziesz moje opowiadanie (trochę fantasy, trochę przygodowe, trochę romans) - jest już skończone! Z prawej strony jest lista wszystkich rozdziałów. Zapraszam do czytania!!! :)


niedziela, 3 czerwca 2012

Rozdział 1

[ MUZYKA ]
       


         Promienie słońca przenikały mgłę i chmury by trafić przez okno do pokoju Asako. Dziewczyna zawiązała długie, opadające kaskadami ciemnobrązowe włosy w wysoki kucyk, założyła codzienny czarny strój i wyszła przed dom. Przysiadła na drewnianym podeście i zasłuchała się w ciche odgłosy życia wioski.
          Wioski Assassinów - zabójców, są schowane w lesie, odgrodzone od reszty świata zasłoną gęstej, zimnej mgły. Tam właśnie szkoleni są najgroźniejsi zabójcy, pozbywający się wyznaczonych ofiar po cichu, profesjonalnie. Asako kompletnie do tego świata nie pasowała. Nie wiadomo po kim odziedziczyła dobre serce, nie chciała zabijać ludzi za wynagrodzenie. Uważała to za wręcz obrzydliwe. Po matce odziedziczyła niezłomną stanowczość swoich decyzji i poglądów. Te dwie cechy razem były istnym utrapieniem dla wszystkich, a w szczególności dla najbliższej rodziny, w tym matki - przywódczyni wioski, która oczekiwała od swoich dzieci bezwzględnego posłuszeństwa i poszanowania reguł życia Assassinów.
          Asako czuła się osamotniona w tym towarzystwie. Jedyną osobą podobną do niej była ciotka  Kaye, kobieta po czterdziestce, która przez poważną kontuzję nogi nabytą w czasach młodości nie mogła brać udziału w misjach z resztą rodziny. W niej jednej pozostały resztki ludzkiej życzliwości, jednak skrzętnie je ukrywała chowając się za maską zamyślonej kobiety z wykrzywionymi, zaciśniętymi ustami. Asako jednak znała jej drugie oblicze. Często, w tajemnicy przed innymi, siadały sobie gdzieś na uboczu i przyglądały się nielicznym ptaszkom latającym pomiędzy drzewami. W ciszy. Wymieniały uśmiechy.
          Asako rozprostowała kończyny i ruszyła do ogromnej szaro-czarnej wilczycy odpoczywającej pod bukiem. Kucnęła obok i zaczęła ją głaskać po głowie. Wilczyca była tak duża, że mogłaby odgryźć jej głowę jednym kłapnięciem szczęk. Jednak była jej przyjaciółką.
          Sun, wilczyca, otworzyła ślepia by zaraz przymknąć je znowu z zadowolenia i oparła łeb na kolanie dziewczyny.
- Ej, Asako! - dobiegł krzyk zza drzew - Mówiłem ci, żebyś zostawiła ją w spokoju! Znowu zapomniałaś, że jest moja? - głos zaczął się zbliżać. Jego właścicielem był starszy brat Asako, Dell. Wysoki, umięśniony  młodzieniec z kruczoczarnymi włosami, których kosmyki opadały mu na długą na trzy centymetry bliznę na nosie.
- Pamiętam, samolubie.
- Zamiast ją rozpieszczać, przygotuj się na pogadankę z matką - powiedział Dell opryskliwie stając przy Sun - jest na ciebie wściekła.
- Nic nowego... mruknęła Asako spuszczając lekko głowę.
- Trzeba było ruszyć tyłek i przyjść na obrady - Dell odsunął rękę siostry od głowy wilczycy i stanął między nimi dwiema chcąc pokazać, kto jest panem i władcą.
          Asako zignorowała to, w myślach odpyskowała "Za grosz nie obchodzą mnie te obrady. Dobrze o tym wiesz, nigdy w nich nie uczestniczę."
          Sun przyglądała się jej chwilę, potem wstała i ocierając się bokiem o Della odeszła kawałek dalej kładąc się w cieniu innego drzewa.
          Kruk, jak myślała nieraz Asako o swoim bracie, popatrzył na siostrę z góry, zmarszczył brwi (jak to miał w zwyczaju) i odszedł niespiesznym krokiem. Okazywał swoją wyższość przy każdej okazji. Dzięki temu był oczkiem w głowie matki.
          A właśnie, matka... spodziewając się jej gniewu Asako przysiadła na podeście przed domem czekając na nieuniknione.
          W istocie matka zjawiła się bardzo szybko. Złość, bijącą z niej i z jej zamaszystych ruchów, dało się wyczuć chwilę przed tym, jak podeszła do Asako opierając ręce na biodrach. Jej rzadkie, ciemnobrązowe włosy falowały na wietrze, wyskubane niemal do zera brwi były zmarszczone, jasne orle oczy patrzyły wściekle.
- Wytłumacz mi, dlaczego nie przyszłaś na spotkanie - starała się, aby jej głos nie był nazbyt groźny.
- Nie miałam ochoty.
- Mam rozumieć, że odcinasz się w ten sposób od rodziny i całej wioski?
- Dokładnie - odparła bez zastanowienia Asako i wiedząc, że tego pożałuje, wstała chcąc odejść. Matka złapała ją mocno za rękę zatrzymując w miejscu.
- Po raz kolejny się na tobie zawiodłam. Czas dorosnąć. Jesteś Assassinką i nic tego nie zmieni. Zamiast uciekać ob obowiązków sięgnij pamięcią wstecz. Zapomniałaś o swoim ojcu? Jest wzorem dla wszystkich. My go reprezentujemy, ja, Dell, i ty niestety też. Nie będę patrzeć bezczynnie, jak ośmieszasz jego imię i imię całej naszej rodziny.
- Nawet ojca nie znałam. Nie pamiętam go. Niby dokąd mam sięgać pamięcią? - Asako prychnęła patrząc przed siebie. Nie chciała za nic na świecie patrzeć matce w oczy.
- To bez znaczenia. Masz być dumna z tego, kim jesteś, z krwi, która w tobie płynie - jej palce zwolniły uścisk - Na następnym obradach chcę cię widzieć. Poważną i zaangażowaną.
          Asako wyszarpnęła rękę i odeszła szybkim krokiem w stronę swojego pokoju. "Po moim trupie", pomyślała, i gdy tylko przekroczyła próg, rzuciła się na ubrania i zaczęła je pakować do podręcznego tobołka. Spojrzała na odzież. Cała była w czerni. Czerń i nic po za nią, nie licząc białych pasków na rękawach i nogawkach. Tylko Assassinowie ubierają się cali na czarno. Nie wolno im nosić innych kolorów. "Od tego trzeba by zacząć". Zostawiła więc ubrania i postanowiła wziąć tylko to co najpotrzebniejsze. Jakoś znajdzie sobie inne przebranie, prędzej czy później.
          Do tobołka schowała tylko butelkę z śliskiego, szarego materiału, kawałek suszonego mięsa ze śniadania i swój ulubiony sztylet. Na jego rękojeści wydrążony był kształt skaczącego wilka.
Teraz trzeba było tylko poczekać do zmierzchu. Do pory, w której część mieszkańców wyrusza na misję, a druga część zamyka się w swoich domach.
          Godziny dłużyły się niemiłosiernie, drzemka była dobrym pomysłem. Kiedy Asako się obudziła, zobaczyła, że świat za oknem szarzeje. Słońce zaszło niemal całkowicie. "Idealnie" - pomyślała, zarzuciła tobołek na ramię i jednym susem wyskoczyła przez okno. Teraz od lasu dzieliło ją kilkanaście metrów. Przebiegła je przygarbiona, rzucając wzrokiem na około by być pewną, że nikt jej nie widzi. Zanurzyła się w iglastym lesie i trafiła na zimną mgłę, która jak pajęczyna spowiła jej ciało. Błądziła paręnaście minut torując sobie drogę wysuniętymi przed siebie rękoma. Mgła zaczęła rzednąć i jej oczom ukazały się pierwsze liściaste drzewa. Drzewa, drzewa, drzewa. Asako uśmiechnęła się do siebie, wiedziała, że teraz szansa na spotkanie jakiegokolwiek Assassina jest jedną na milion. Mgła jest prostą, aczkolwiek efektowną barierą. Zwykli ludzie wiedzą o tym i omijają ją szerokim łukiem, ze strachu. Zabójcy z wioski przekraczają ją, gdy udają się na misje, które właściwie zawsze czekają na nich w jednym z trzech miasteczek znajdujących się na wschodzie. Asako postanowiła więc iść na zachód.
          Słońce zaszło całkowicie i jej gołe ramiona przeszył dreszcz, gdy temperatura gwałtownie spadła. Z lasu zaczęły dobiegać odgłosy zwierząt polujących nocą. Jednak to nie zwierząt się obawiała, a demonów.
Demony w jej świecie nie były częstym zjawiskiem, jednak zdarzało się ludziom je spotkać, zwłaszcza w lasach. Zostało ich sporo, choć dwieście lat przed narodzeniem się Asako rozegrała się na polach straszliwa bitwa między ludźmi a demonami. Z tamtego okresu zostały te najsilniejsze, które teraz rozmnażają się w lasach. Mogą przybierać przeróżne formy, najgroźniejszą z nich jest forma człowieka. Drobiazgiem odróżniającym takiego demona od prawdziwego przedstawiciela gatunku ludzkiego mogą być kocie oczy, małe różki, czarne szpony lub nietypowy kolor skóry.
          Tak czy siak trzeba zachować pełną ostrożność. Asako namyślała się chwilę jaką kryjówkę by znaleźć. Jako Assassinka przeszła różne szkolenia i umiała poruszać się w ciemnościach nocy, jednak nigdy jeszcze nie była na żadnej misji ani nie miała bezpośredniego kontaktu z demonami, wolała więc nie ryzykować.
           Wypatrzyła sobie rozłożyste drzewo i wspięła się na nie, na wysokość około piętnastu metrów. Usadowiła się w niezbyt komfortowej pozie pomiędzy dwoma gałęziami i oparła się plecami o pień. Zapowiadała się długa, mroźna noc, jednak Asako była zbyt przejęta, aby martwić się zimnem. Miała w głowie miliony myśli dotyczące tego, jak może spędzić resztę swojego życia. Wreszcie zrobiła to o czym marzyła od dawna, oderwała się od tej nieczułej, zdystansowanej rodziny, uciekła z wioski zabójców. Jest teraz zdana na siebie, ale dobrze jej z tym.
           "I tak nikt nie będzie za mną tęsknił", pomyślała zamykając oczy. "Jedyne, czego będzie mi naprawdę brakować to ciepłe pieczywo od Kaye i zapach futra Sun". Z tą myślą zapadła w pół sen ściskając w prawej dłoni swój sztylet.


          Gdy na ciemnym niebie pojawiły się dwa księżyce o fioletowej poświacie, Dell wkroczył do głównej sali domu. Na jej końcu siedziała na drewnianej podłodze, po turecku, matka. Między nimi kształtowały się cienie spływające spod okien. Dawały wrażenie światłości, lecz tam, gdzie ich nie było, panowała ciemność i cisza.
- Od południa nikt z wioski nie widział twojej siostry. Nie ma jej. Zniknęła i zostawiła niemal cały asortyment swojej broni. Zniknął tylko jeden sztylet - powiedziała surowo matka patrząc prosto w oczy syna, który znosił ten wzrok z hardo podniesionym czołem i, oczywiście, zmarszczonymi gniewnie brwiami - Po raz kolejny hańbi nasze dobre imię i ucieka od obowiązków, lecz tym razem całkowicie opuściła wioskę. Moja cierpliwość co do niej się skończyła. Wiesz, co masz robić.
- Tak, matko - odrzekł Dell robiąc lekki ukłon i spuszczając wzrok na znak uniżenia - Obiecuję, że sprowadzę ją z powrotem.

1 komentarz:

  1. Zapowiada sie ciekawie :) poczytam drugi rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń